Alpy – planowana trasa

Hello.
Zwiedzamy Alpy. W szybkim tempie. Motorem.
Plan podróży poniżej.
Łatwo z pewnością nie będzie, zwłaszcza że do przejechania jest milion kilometrów, a ja prawo jazdy mam dopiero od niedawna. Mam jednak nadzieję na dobrą zabawę, sporą dawkę śmiechu, satysfakcję z wysiłku i radość z podróży.
Proszę, trzymajcie kciuki za mnie w tych Alpach :))) I po drodze też.

1. dzień. Sobota. Warszawa-Harrachov, Czechy 498 km
To nie będzie prosta przeprawa. Moja pierwsza aż tak długa trasa – 498 km… Wcześniej zrobiłam tylko 350 z pomorskiego do Wawy. I już bolały mnie wszystkie odnóża. I odwłok.
Nawet jak jechałam jako pasażer w Bieszczady to miałam wrażenie, że droga się dłuży i dłuży i dłuży i dłuży… Miałam ochotę zacząć robić na drutach. Skarpetki. Albo bardzo długi szalik.
Zobaczymy co będzie teraz. Teoretycznie trasa ma zająć 5.5 godziny, ale jeśli do tego dodamy tylko 2 przerwy na tankowanie… Plus przerwa na rozprostowanie nóg, na kawę, na coś do zjedzenia… Nie będzie łatwo. A z pewnością nie będzie krótko.
Już widzę ten szalik radośnie powiewający na wietrze. Za mną. Przez 5 kilometrów.

 

2. dzień. Niedziela. Harrachov, Czechy – Sankt Martin am Tennengebirge, Austria 573 km, tjaaaa

Planowany czas podróży: 6 godz. 37 min. Ciekawe jak oni to wyliczyli? Jadąc robotem? A siku???
Wpisałam w Google nazwę w poszukiwaniu atrakcji. Wyskoczyło… nic. Prawie nic. Info, że miasteczko ma 1500 mieszkańców. I basen! Pierwsza myśl – pamiętać, żeby wziąć strój kąpielowy! Druga – ciekawe kto cię tam doczołga… Bo sama o własnych siłach to się co najwyżej doturlasz. Jeśli będzie z górki.
+ pływanie wyłącznie w rękawkach. Na głowie najlepiej. Żeby coś utrzymywało ci twarz powyżej tafli wody…

 

3. dzień. Poniedziałek. Sankt Martin am Tennengebirge, Austria – Arabba, Włochy, tylko 264 km, 5 godz. 7 min.
(z przejazdem przez Zell am See oraz Hochalpenstrasse…. żeby nie było za prosto, a co…)
Planowany czas podróży: około 5 godzin. Jednak z racji na szczyt Grossglockner i prowadzącą do niego Hochalpenstrasse oraz tunel z wjazdem na wysokości 2500 tys. metrów – to ja nie wiem ile nam to zajmie. Ale jakoś tak obstawiam, że pewnie troszkę dłużej niż te planowane 5 godzinek.
Kurcze, a jak zachęcali, żeby jechać to mówili „wypoczniesz”, „zobaczysz, będzie fajnie”. Tylko nie mówili, że spać też trzeba będzie w siodle…
No ale będą góry. Wysokie. Monumentalne. Piękne.
Czy ja powinnam wziąć czapkę? I rękawiczki? Bo szalik to będę miała przecież. Ten 5-kilometrowy.

 

4. dzień. Wtorek. Arabba, Włochy
I tutaj UWAGA! UWAGA! Śpimy w tym samym miejscu! Ilość planowanych kilometrów: nie wiem! Choć obawiam się, że wszyscy rozochoceni tymi milionami minut spędzonymi w drodze – pojadą „tak sobie tylko pojeździć” i skończy się na następnych 500.
Ale są i plusy. Bo jak śpimy w jednym miejscu, to oznacza, że nie trzeba całej tej szafy z ubraniami, kosmetykami, 18 parami szpilek, lokówką i żelazkiem – wkładać z powrotem do maszyny kompresującej, żeby się na motor udało to wcisnąć. Może zostać uroczo porozrzucane na środku pokoju. Jupi!

 

5. Dzień. Środa. Arabba, Włochy – Trepalle, Włochy. Tylko 275 km, jednak przewidywany czas podróży to ponad 6 godzin. A to może oznaczać tylko jedno. Trasa jest trudna. Albo kręta. Albo na wysokości. Albo jedno i drugie i trzecie.
Po drodze jest Predazzo, Cavalese, Lavis, Cles i Santa Caterina di Valfurva. Fajnie, że tyle miast. Przynajmniej zobaczę ludzi. Takich bez kasków na głowie. Będą się różnili rysami twarzy, a nie tylko kolorem kulki i marką motoru.

 

6. Dzień. Czwartek. Trepalle, Włochy
W notatkach mam napisane „spacerek 290 km, można zmniejszyć do 177 km”.
Ale jak to zmniejszyć?! Ależ dlaczego? Po co zmniejszać? Nie rozumiem.
Co za pomysły.

 

7. Dzień. Piątek. Trepalle, Włochy – Żelazna Ruda, Czechy. Przez Monachium. 513 km. Czas podróży 7 godz. 31 minut.
Dawno nie siedziałam na motorze, co? ;))

 

8. Dzień. Sobota. Żelazna Ruda, Czechy – Liberec, Czechy. 269 km. 3 godz. 36 minut
Znowu spacerek taki ;)) Na szczęście w cudowne miejsce. Po drodze z knajpą w skałach dla motocyklistów. Mam nadzieję, że moje marzenie, żeby zaparkować brykę tuż przy stoliku naprawdę będzie miało szansę się spełnić. O ile jeszcze będę w stanie z niej zsiąść o własnych siłach ;))
– Dwa razy Capuccino. Na miejscu. Proszę mi wlać prosto do kasku.

 

9. Dzień. Niedziela. Liberec, Czechy – Warszawa, Polska. 577 km. 6 godz. 51 min
I tutaj wydaje mi się, że będziemy jechali bez zbytnich przystanków i z wyłączoną opcją „podziwianie widoków”. Ale to tak tylko mi się wydaje, przecież. Równie dobrze może się okazać, że warto jednak jeszcze zwiedzić Wrocław, albo sprawdzić co słychać na Piotrkowskiej w Łodzi.
Będę relacjonować na bieżąco :-*

 

Dolomites, Marmolada (Wikipedia Commons)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *